Premiera filmu „Balony” i wystawa

18.05.2017 18:00

W marcu 1971 roku, pośród niezobowiązujących rozmów prowadzonych w szkole i na wagarach, w trakcie krótszych i dłuższych wypadów do Piwnicy pod Baranami czy Krzysztoforów, w oparach papierosowego dymu, w atmosferze kontestacji o hipisowskiej proweniencji i twórczego fermentu, pojawił się pomysł na happening. Jerzy Serafin i Jan Tomaszewski, wówczas uczniowie i absolwenci liceum nr VIII, zaczęli przygotowania do akcji, której podstawowym założeniem było zrobienie z ludzi tytułowych balonów. „Właściwie nic się tam nie dzieje, a ludzie idą kawał drogi” jak pisał w dzienniku Tomaszewski. Nie chodziło o ośmieszenie, raczej o rozładowanie ciężkiej atmosfery i wypuszczenie zatęchłego, krakowskiego powietrza z płuc. Wydech.

Poza żartem, pokładami czarnego jak smoła humoru, spontanicznością i próbą nabrania (powietrza), zaproszonych, z zachowaniem mocno pompatycznego ceremoniału, gości, scenariusz zdarzenia, tak jak i jego wykonanie, skrywa w sobie coś jeszcze. Rodzaj niewidocznej na pierwszy rzut oka, bo tak mocno zrośniętej z rodzimym pejzażem, powłoki. „Balony” to rodzaj symptomatycznej pocztówki z czasów PRL, to absurd w najczystszej postaci, podlany sosem niewymuszonego dowcipu, tchnący poetyką nonszalancji, szalonego kaprysu i młodzieńczego buntu. To krytyczna próba odczytania społeczno-politycznych realiów, rzeczywistości już samej w sobie karykaturalnej, w której pomysłodawcom uczty, przyszło dorastać. To też melancholijna tęsknota za wspólnotą, dzianiem i wydarzaniem się oraz demonstrowanie śmieszności scenariuszy pisanych przez życie. I wreszcie, co nie bez znaczenia, wyspa artystycznej wolności. Izolowana, funkcjonująca poza prawami rynku i komercji, sama z siebie i dla siebie, antycypująca operacje losowe. Proces i odświeżający moment zawieszenia. Bezczasowość.

Zobacz więcej

Happening koniec końców, zrealizowany został 4 kwietnia, a – w związku z tymczasową absencją Serafina, który przebywał w klinice, a tego akurat dnia wyjątkowo na przepustce – ciężar jego organizacji spoczął na: Janie Tomaszewskim, Ryszardzie Bobku, i częściowo, Macieju Chrzanowskim. Oficjalne zaproszenia na bliżej niezdefiniowane „uroczyste otwarcie xxx” rozesłano do blisko czterdziestu osób, krewnych i znajomych, którym w dołączonym do zaproszenia programie, oprócz dużej ilości przemówień, obiecywano uświetnienie imprezy szampanem i koniakiem. Gwarantowano im też nieograniczoną ilość przekąsek zimnych i gorących. Goście, których podstępem zwabiono w stosunkowo odległe miejsce, poza wszystkim spodziewali się jeszcze wielowarstwowego działania.

Zabawa zaczęła się od stołu, który wyniesiono z mieszkania przy ul. Siedleckiego i niesiono kolejno przez Rynek, ul. Kanoniczą, Salwator by wreszcie umieścić go na samym szczycie kopca Piłsudskiego. Niosło go pięcioro, elegancko ubranych, w garnitury, muszki i krawaty młodzieńców, strojem i towarzyszącym im kamerom (kamerzystów było ich dwóch!) wzbudzając wśród przechodniów niemałe poruszenie. Zdziwienie mieszało się z ciekawością.

Stół nakryto białym obrusem i ustawiono na nim butelkę czystej, kieliszki, popielniczkę, książki i dwa krzesła. Na drzewach zawieszono transparenty i obrazy zasłonięte płótnem – „wystawę” Andrzeja Zawadowskiego, a cały teren odgrodzono wstążką. Akcja rozpoczęła się punktualnie o 12.00 przemówieniem, które miał wygłosić strażak i którego, wobec tego, że ten nawalił i po prostu nie przyszedł, zastąpił Wiesław Bobek. Odczytano tekst autorstwa Wiesława Dymnego: „Obywatele! Obywatelki! I Ty Młodzieży Najmłodsza”, z niewielkimi zmianami, które wcześniej na tekst naniósł Jan Tomaszewski. „Rozwijać się trzeba! A życie jest, skądinąd wiemy, ciężkie. Lecz nie ciążenie jest tu ważne. Ważne jest to żeby do czegoś dojść. Żeby dojść, trzeba iść, żeby iść trzeba mieć buty. I TO DOBRE BUTY. [..] Niewątpliwie większość z Was nie zna swojego zadania! Więc w celu ułatwienia Wam szybszego właczenia się w nurt swoich zadań, podaje zadania na dziś: PRACA-NAUKA-PRACA”. Uroczyście przecięto „wstęgę” i odsłonięto rysunki Zawadowskiego, przedstawiające martwe natury: butelki z zagranicznymi alkoholami i obiecywany bufet – „Niech każdy z Was to w domu nad łóżkiem sobie złotymi literami wypisze! A TERAZ JEDZCIE i PIJCIE ILE KTO MOŻE”. Za stołem usiedli Maciej Chrzanowski i Ryszard Bobek, zachowując się tak, „jak gdyby byli sami na świecie”. Nastawili budzik i zaczęli pić z butelki stojącej na stole. Kiedy po 10 minutach budzik zadzwonił, odłożyli butelkę i otworzyli książki. Przystąpili do intensywnej nauki. Zaczęli czytać. Czytali. Czytali w nieskończoność. PRACA-NAUKA-PRACA. Zdarzenie dokumentowały dwie kamery 8 mm (Qurz i Admira A8G), dwa aparaty fotograficzne (Zenith i Vitoret Voigtländer’a) oraz magnetofon szpulowy.

Opis tego co miało się wydarzyć, jakich rekwizytów użyto i kogo zaproszono, w szczególe, acz przeplatany relacjami spotkań ze znajomymi i zamartwianiem się wciąż powiększającą się ilością pał na I i II okres, bo „jak można się tak zupełnie nie uczyć? Bo tego nie można nazwać nauką co robiłem dotychczas”, zachował się w dzienniku Jana Tomaszewskiego, który po wszystkim napisał jak miało być i jak było: „W rzeczywistości odbyło się to na szczycie kopca Piłsudskiego. Przemawiał Wiesiek Bobek. A potem, po wszystkim poszliśmy na piwo”. W każdym razie, jak pisze dalej: „Raczej się to udało!”.

Po latach film autorstwa Jerzego Serafina, odnalazła jego żona Brygida. Od 1971 roku przechowywał go u siebie Ryszard Bobek. Po wielomiesięcznych perypetiach, związanych z poszukiwaniami odpowiedniego sprzętu i digitalizacją taśmy udało się nam go zobaczyć. A potem dzięki staraniom tak Brygidy, jak i Artiego Grabowskiego, całość zrekonstruować. Powtórzyć, ale też, może przede wszystkim, poczuć. Raz jeszcze nadmuchać tytułowy balon, by potem to samo, ale już jednak inne powietrze, ze świstem, wypuścić. Jak na pożółkłej karteczce formatu A5, z logiem Orbisu, cudem, na dobrą sprawę, zachowanej, nagryzmolił Jurek Serafin: „nie mieć tego byłoby to nie mieć o wiele więcej niż mieć coś innego”.
Wdech.
Tekst: Ania Batko

Film: Jerzy Serafin
Pomysłodawczyni: Brygida Serafin
Rekonstrukcja akcji: Arti Grabowski i studenci Intermediów ASP
Współpraca: Wydział Intermediów Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie

Mniej

previous arrow
next arrow
Full screenExit full screen
previous arrownext arrow
Slider