Czytanie projektu Manifestu

22.04.2017 18:00

Czytanie „Projektu manifestu, jako punktu wyjścia do rozmów na temat SAMOIDENTYFIKACJI AWANGARDY POLSKIEJ „

„Otwarłem drzwi na taras, spojrzałem na gwieździste niebo i zobaczyłem napis „Konserwatyzm awangardowy”. Ha?”

[Zbigniew Warpechowski, Konserwatyzm awangardowy]

„Artyści – muchy w smole
Gówno w cieście
Osa w miodzie
Dziura w moście”

„Lepsza taka wystawa na której kilka osób się prześpi, niż taka którą odwiedzi 100 000 i nie zobaczy nic”.

[Z notatników Zbigniewa Warpechowskiego]

Pokaz więcej

Manifesty to jeden z wyróżników, ale i chorób awangardy. Chorób, od których Warpechowski nie ucieka, ale którym paradoksalnie w tym samym momencie, zdaje się umykać. Artysta, który w 1983 roku pisze, no właśnie, nie kolejny manifest, ale jego projekt, zalążek, który ma stać się punktem wyjścia do rozmów i dyskusji na temat tożsamości polskiej awangardy. Wnikliwego wejrzenia w lustro i jej samoidentyfikacji w obliczu ówczesnych wydarzeń politycznych i ich postępujących konsekwencji, pozostających nie bez znaczenia dla kultury. Krańcowego poczucia beznadziei spowodowanego stanem wojennym i całkowitego zmrożenia artystycznych środowisk i twórczych impulsów na równi z powierzchownym zainteresowaniem sztuką polską zagranicznych środowisk. Charakter tego manifestu i zawarte w nim znaczenia, są jednak ponadczasowe. Dla Zbigniewa Warpechowskiego awangarda to nie mityczna formacja, to nie kanon i nie subiektywnie pisana hierarchia, jakich w polskiej sztuce wiele. To fizyczna i intelektualna rzeczywistość. Twórcza świadomość czasu teraźniejszego i nieustająca kreacja. Kreacja wybitnej jednostki działającej w odosobnieniu albo ukryciu, nie tyle z wyboru, co konieczności, spowodowanej permanentną kontrolą i coraz częściej doprowadzeniem poprawności politycznej do extremum. To wreszcie, jak podkreśla Warpechowski cytując Brzozowskiego, przede wszystkim warsztat, a nie kapliczka, którą trzeba nawiedzać i przed którą należy klęczeć. Tradycja, do której nie trzeba się modlić i której nie trzeba, ale dalej mimo wszystko można, zwalczać, i którą przede wszystkim wypada znać.

Konserwatyzm polityczny, światopoglądowy, a nawet artystyczny, w który wielokrotnie wymierzone było ostrze krytyki Warpechowskiego, i który zresztą przypisuje się mu coraz chętniej i częściej, nie ma nic wspólnego z jego wyobrażeniem o awangardzie. Ukutym przez niego pojęciem, za którym kryje się sposób myślenia, ale i rozumienia sztuki. Rodzaj prywatnej filozofii. Z konserwatyzmem awangardowym. Przeświadczeniem, że wiedza rozumiana jako potrzeba zrozumienia zachodzących w przeszłości procesów oraz sprzeciw wobec jałowej pogoni za nowinkami spotyka się z „rzeczywistą twórczością odpowiadającą na wezwania czasu”.

Mamy 2017 rok. Oficjalnie, w ramach instytucjonalnych obchodów, wystaw i konferencji i okraszonych szampanem celebr, świętujemy rok awangardy. Wszystko jest, a jeśli jeszcze nie jest, to przecież może być awangardowe. I może zostać tak nazwane. Mimo, że jak chce artysta, powtarzając za Baudelairem: Narody wydają wielkich ludzi tylko wbrew samym sobie, awangarda zawsze była tym, co poza mainstreamem, tym czego szukać należy w rozdźwiękach, na marginesach i poza dominującym dyskursem. W podobnym duchu pisał o tym zresztą Giorgio Agamben, przekonując że awangarda, jest zawsze dwa kroki do przodu i że nowoczesność przestaje nią być w chwili gdy zostanie nazwana. Dlatego Warpechowski na przekór wszystkim i wszystkiemu wybiera ugór. Pole od lat nieuprawiane. I szuka awangardy tam, gdzie nikt jej szukać nie będzie. Nie pcha się tam, gdzie są już wszyscy, ale zostaje na przegranej pozycji, wierząc w piękną utopię, wierząc trochę naiwnie, ale nie bez podstaw, ze entuzjazm i wiara uczyni jeszcze wszystko możliwym.

To nie jest wystawa w klasycznym rozumieniu tego słowa, to też nie wykład i nie performens, bo do nich już po wielu pożegnaniach Warpechowski nie wraca, ale spotkanie. Spotkanie, które jeśli tylko nie będzie miało okazji przemienić się w regularną dyskusję, sprowadzone do petryfikującego wymianę myśli monologu, może, znowu po raz kolejny doprowadzić artystę do ostateczności i wynieść go na wyżyny, jak sam pisał, bezczelności. Zbigniew Warpechowski, indywidualnie i w sposób autorytarny ogłosi się artystą awangardowym. W głębi serca mając cichą, wtedy jeszcze niewypowiedzianą na głos, nadzieję. Nawet jeśli się do tego nie przyzna, będzie się spodziewał odwetu.

Nikt poza awangardą nie może być kompetentny w sprawach awangardy! Mówi wprost Warpechowski. Artysta, który w tym roku świętuje pięćdziesięciolecie performensu. Pół wieku. Pierwszy polski perfomer. Członek Grupy Krakowskiej i kultowej, międzynarodowej grupy Black Market, zrzeszającej ośmiu zaledwie performerów. Autor ponad 300 performensów, dzieł które raz powstawały spontanicznie, a innym razem były wynikiem wielodniowych prób, w 26 krajach, m.in. w Europie, USA, Kanadzie, Japonii i Izraelu. Od lat przelewa na papier swoje refleksje filozoficzne poświęcone życiu i pracy twórczej. Do tej pory opublikował siedem książek.

Może tym razem ktoś mu jednak odpowie i nie skończy się to tak jak ostatnio. Może naszą radością będzie coś czego sami nie przewidzieliśmy, a co okaże się rodzajem uzupełnienia, wsparcia przez nieznane moce, co nieomal zawsze było częścią praktyki Warpechowskiego Tej niesamowitej możliwości odczucia, że to co przekazuje performens, nie może być przedstawione w żadnej innej formie.

„To nie jest manifest ani zbiór pobożnych życzeń, chcę aby sztuka była radością dla artysty i dla miłośników sztuki, a prawdziwa radość jest wtedy kiedy sobie nie pobłażamy”. Brzmi to trochę patetycznie, ale to zakończenie w jego stylu. Bo jak pisze dalej Warpechowski broniąc rażącego sentymentalizmu, który coraz częściej, towarzyszy jego refleksji o sztuce: „nie dziwcie się w końcu wszyscy się zestarzejecie”.

„Teraz jestem starym człowiekiem. Myślę o sztuce. Co robić żeby to nie było tylko tym, co ja chcę, ale też tym, co inni mogą chcieć […]”.
Tekst kuratorski: Ania Batko
[Wszystkie cytaty pochodzą z książek Zbigniewa Warpechowskiego]

Kuratorki: Ania Batko, Marta Błachut, Lucyna Shefter.

Zobacz artystę >

Pokaz mniej

previous arrow
next arrow
Full screenExit full screen
previous arrownext arrow
Slider