Tomasz Szrama. Performance

21.01.2017 18:00

Niedawno na fejsbuku w kontekście jednej z performerskich imprez, Przemysław Kwiek, nestor polskiej neoawangardy i brzydsza połowa kultowego duetu Kwiekulik, znany z tego, że lubi w sposób ostry reagować na wynaturzenia zaobserwowane w życiu społecznym, krytykował pisanie o sztuce performens w kontekście ryzyka, działalności artystycznej nigdy do końca niezrozumianej i znajdującej się poza akceptowalnym dyskursem. Odpowiedział mu Tomek Szrama pisząc: „Pracowałem jako producent i pomoc techniczna z artystami reprezentującymi różne dyscypliny sztuki. Porównując, muszę przyznać, że performance jest wciąż najbardziej ryzykowną. Sam jesteś dowodem na to. Nawet jak bzy malujesz to ryzykujesz”. I chociaż nie chce zajmować w tym wypadku stanowiska, ba, a nawet nie opuszcza mnie przeświadczenie, że przecież obie perspektywy można bez problemu pogodzić, to nie ulega wątpliwości, ani to że performens jest niewątpliwie już dyscypliną mocno wyeksploatowaną, osadzoną w kanonie sztuki niczym w plastycznej formalinie, ani to, że Szrama uczynił ryzyko rozumiane jako otwarcie się na to, co niełatwe, wkraczające w sferę jego osobistego komfortu, gest wystawienia i intencjonalną bezbronność, motywem przewodnim swojej twórczości.

Pokaż więcej

Od zdania: „Ryzyko jest istotą moich performensów”, artysta zaczyna zresztą swój nigdy niepublikowany tekst, który pozwala się czytać jako swoisty manifest performera. Pisze w nim m.in. „Angażowanie widzów bez ich wcześniejszej zgody zmusza mnie do improwizacji, a tym samym do tworzenia nieprzewidywalnych sytuacji, obrazów, a nawet instalacji. W czasach mediów społecznościowych szukam możliwości spotkania z ludźmi. (…) Desperacko próbuje być zrozumianym, nawet jeśli moja praca dotyka zawsze obecnego potencjału osobistej porażki. Dwadzieścia lat temu przeprowadziłem się do Finlandii. Nie mogłem wyrazić siebie we wspólnym języku, dlatego zacząłem opracowywać moją praktykę performerską jako alternatywny sposób komunikacji”. Można się kłócić czy i na ile uzależnienie od tej pompującej coraz szybciej krew i rozsadzającej ciśnienie adrenaliny ciągle jest jeszcze ryzykiem, a na ile już wyćwiczoną praktyką, w kontekście performensów Szramy jest ono jednak ciągle rodzajem luksusu, napięciem między odnajdywaniem się wciąż na nowo w zastanych sytuacjach, a kontaktem z publicznością, żywiołem, który, nie przeczę, bywa nudny i przewidywalny jak odcinki serialu polskiej telewizji, ale ciągle jeszcze może zaskoczyć. Neodadaistyczne zacięcie, nieco slapstickowe poczucie humoru i niejednokrotnie wisielczy dowcip. Prostoduszność i rozczulająca szczerość. Porażka tak absurdalna, że aż nie wiadomo, czy bardziej śmieszy, czy bardziej wzrusza. Nieuzasadniona euforia i cała masa wątpliwości. Wbrew pozorom, to nie opis psychozy maniakalnej, ale przypadek pewnego performera.

Zobacz artystę >

Pokaż mniej

previous arrow
next arrow
Full screenExit full screen
previous arrownext arrow
Slider